Strona główna


Droga ku jasnej świadomości.

 

Część 02 – „Myśli”

 

Rozdział 02-02

Myślenie jasnego rozsądku (MJR).

 

 

„Potrzebujemy naszej całkowitej energii i czasu, aby pokonać cały ten idiotyzm w sobie.”

Don Juan

 

 

Spis treści rozdziału:

02-02-01) MJR jest niezbędne dla osiągnięcia ciągłych OśP.

02-02-02) Uwolnienie się od słów-pasożytów. Przykład słowa-pasożyta „korzyść”.

02-02-03) Zasady tworzenia znaczeń słów.

02-02-04) Utylizacja słów; przykłady definicji i usuwania.

02-02-05) Cztery etapy osiągnięcia Jasności OśP.

 

02-02-01) Osiągnięcie MJR stanowi jedno z radosnych pragnień, powstających podczas usuwania NE. Ponadto, jest ono niezbędne dla trwałego przejawu OśP, w tym dla przeżywania Jasności. Jeżeli myślisz koncepcyjnie, używając słów, które nie oznaczają konkretnych zbiorów postrzegań, to znaczy, że nie posiadasz wyraźnego rozróżnienia postrzegań, nie jesteś w stanie rozdzielać postrzegań na pożądane i niepożądane, mocne radosne pragnienia nie będą w stanie się pojawiać, nie zajdzie żadna zmiana.

Człowiek, dążący do MJR, napotykając się na argumenty jednego lub drugiego punktu widzenia albo je rozważy albo nie, w zależności od obecności w danym momencie radosnego pragnienia; będzie usuwać pojawiające się NE. Tępy człowiek przeżyje i wyrazi oburzenie, agresję, nieuniknione pragnienie sprzeciwić się, wyobcowanie.

Człowiek, dążący do MJR jest zainteresowany inwentaryzacją swoich koncepcji, przejawia inicjatywę w tej pracy, krytycznie rozważa swoje punkty widzenia pod względem ich wystarczającej zasadności.

Zapytaj zwykłego człowieka o cokolwiek i nie usłyszysz odpowiedzi typu „muszę się zastanowić” albo „nie posiadam wystarczającej ilości informacji, aby mieć uzasadniony punkt widzenia” albo „myślałem o tym i nie potrafiłem zrozumieć” albo chociażby „w danym momencie wydaje mi się, że..., ponieważ posiadam taką informację”. Usłyszysz gotowy i bezapelacyjny punkt widzenia na każdy temat, zaczynając od obecności życia na Marsie, a kończąc na efektywności rzęsistkowicy w walce ze stonką ziemniaczaną i na pytaniach o sens życia. I jeżeli spróbujesz podważyć jego zdanie, do tego podając swoje argumenty, to natkniesz się na wyraźny negatywny stosunek.

Ludzie zawsze o wszystkim „wiedzą”, i to zbiór tych wyobrażeń właśnie tworzy ten świat, w którym oni żyją. Niszczyć koncepcje jest bardzo ciężko, ponieważ każda z nich stanowi złudne oparcie dla zadowolenia, spokoju, agresji i innych częstych reakcji. Niszczenie koncepcji jest podobne do lecącego oczka w rajstopach – wystarczy pokonać jedną dziurę i od niej zaczynają rozłazić się kolejne pęknięcia wzdłuż całego zbioru określonych wyobrażeń, co wywołuje koszmarny lęk, przecież rozpadnie się świat! Ludzie bardzo się boją myśleć szczerze i logicznie, bo przecież wtedy będą oni musieli porzucić wszystkie dogmaty, „twarde prawdy” i pozostać z mniej lub więcej uargumentowanymi punktami widzenia, które w każdym momencie mogą się zmienić, jeżeli pojawi się znacząca dodatkowa informacja. Świat przestaje być twardym i określonym, zamienia się on w tajemnicę, dookoła której wybudowany jest ruchomy system wyobrażeń, opartych na obserwacjach, i czujesz się wyciągnięty z wygodnego łóżeczka. I jedynie uwalniając się od koncepcji zaczynasz rozumieć, że nie było to wygodne łóżeczko, lecz mroczny grób.

Większości ludzi nie chce się o tym myśleć, nie mają oni pragnienia jasności, chcą po prostu dostać kolejną dawkę narkotyku (telewizor, jedzenie, orgazm albo kłótnia), napić się piwa i zapaść się w niepamięć do następnego poranka, kiedy, dzięki bogu, już nie ma kiedy myśleć, - trzeba wstawać i uciekać do szkoły/na uniwersytet/do pracy. W ten sposób ludzie kultywują zarówno głupotę jak i tępotę. Głupota to niezdolność logicznie myśleć – brakuje albo koncentracji albo nawyków. Tępota polega na twardym braku pragnienia rozmyślać (nawet na ten temat, na który człowiek lubi sobie porozmawiać), któremu towarzyszy agresywnie obronna pozycja, wybuch NE, wyrażenia „nie jestem teraz w nastroju do rozmyśleń”, „sam nie rozmyślasz, a manipulujesz słowami”, „wszyscy mnie rozumieją i jedynie Ty z jakiegoś powodu nie chcesz mnie zrozumieć” i tak dalej. Jeżeli tępy człowiek zgadza się z Twoim tokiem myślenia, to nie dlatego, że osiągnął jasność, a po to, żeby uniknąć konfliktowej sytuacji – można to łatwo zauważyć poprzez zbadanie jego kolejnych czynów.

Powszechne jest twierdzenie, że życie jest ciężkie i poplątane, połapać się w nim jest praktycznie niemożliwe. I jeżeli idziesz do biblioteki i otwierasz książkę znanego filozofa, to co w niej widzisz? Monada, immanentność, wytwory, sprawiedliwość, świadomość, podświadomość, nadświadomość, emanacja, bóg, dobro, korzyść, szkoda... – wachlarz terminologiczny. Terminy gromadzą się jeden na drugim bez żadnej wyraźnej definicji – jaki konkretny zbiór postrzegań oznacza ten czy inny termin. 

Człowiek, dążący do MJR najpierw odnotowuje pewne postrzeganie albo zbiór postrzegań, a następnie nazywa je odpowiednim terminem. Tępy człowiek stosuje terminy nie myśląc o tym, jakie konkretne zbiory postrzegań on nimi nazywa. W rezultacie mamy chaos, bałagan, który nazywa się „dzieła filozofów”, ogólna pewność w tym, że prawa rozwoju życia psychicznego są bardzo skomplikowane. Jednak w rzeczywistości tak nie jest. Są one wyjątkowo proste. Ludzie błądzą w trzech sosnach dlatego, że wierzą w to że nie da się uniknąć błądzenia, i „przewodniki” (książki na temat psychologii, „ezoteryki” i filozofii) wprowadzają ich w błąd jeszcze bardziej. A zacząć samemu rozmyślać, bazując wyłącznie na analizie własnych postrzegań - przeraża...jak to, ja sam będę myśleć?? Czyż takie wielkie umysłu nie doszły by do jasnego rozumowania, gdyby to by było takie łatwe? Jak to tak – ja jestem taka mądra, a oni tacy tępi? Tak, oni są tacy tępi. Nie mogli oni odnaleźć drogi, a Ty możesz ją odnaleźć, chociażby dlatego, bo czytasz tę książkę, która stanowi przewodnik do Jasnej świadomości. Masz szansę i to tylko od Ciebie zależy jak ją wykorzystasz.

Tak więc na drodze ku MJR należy szukać uzasadnienia rozmyślań. Wydawało by się, że to banał! Przecież każdy wie, że jeżeli wypowiadasz swoją opinię to musi ona mieć uzasadnienie. Ale nie, wszyscy uważają się za całkiem zdrowo myślących ludzi i zacząć przeprowadzać taką pracę oznacza uznać siebie za człowieka, który nie wie rzeczy „oczywistych”. Nawet Jasio wie czym jest „przemoc”, i idź spytaj Alę i ona Ci odpowie co oznacza „dobry”, a ja co – najbardziej tępy jestem czy co? Rozmawiałem z wieloma profesjonalnymi myślicielami – matematykami, fizykami, ekonomistami, prawnikami, filozofami, psychologami i innymi. Wydawało by się – kto inny, jeżeli nie oni? To właśnie oni powinni trzymać flagę jasnego myślenia. Jednak paradoks polega na tym, że „myśliciele” wpadają w furię, kiedy zadajesz im pytania typu tych, które zadaję tutaj – „dlaczego jest winien mąż, który porzucił żonę”, czym jest „sprawiedliwość”. I to dlatego, że nie są oni żadnymi myślicielami, oni po prostu kierują się listą zwykłych umownych rzeczy tak jak i cała reszta. 

 

Weź obojętnie jaką książkę znanego myśliciela. Kto Ci się bardziej podoba? Heidegger? Hegel? Jose Ortega y Gasset? Kant? Schopenhauer? Czy możesz tam znaleźć chociażby jeden paragraf bez upiorów typu „immanentność” i „transcendentalizm”? Sprawdź słownik filozoficzny, w którym wyjaśnione są dane terminy. To przecież jakieś krzesło elektryczne! Przeżywasz szok od przepływu bezsensownych słów. Oczywiście, jeżeli chcesz zdać egzamin z filozfii, to nie mów wykładowcy, że nie rozumiesz słów „immanentny” i „transcendentalny”, i że definicja z podręcznika: „immanentny -  będący wewnątrz zjawiska, przedmiotu, procesu”, „transcendentalny – nie dający się zrozumieć, znajdujący się po tamtej stronie doświadczenia” niczego Ci nie wyjaśnia, ponieważ nie posiadasz postrzegań „będący wewnątrz” i „po tamtej stronie doświadczenia” – w tym przypadku jesteś skazany na wyrok – „tępy i bez perspektyw”. Wiesz czym jest „pojęcie transcendentalne”? To tak zwane „stosunkowo ogólne pojęcia” – „dobro, prawda, obecne” i tak dalej. Zamiast nazywać te słowa bezsensownymi, to znaczy nie oznaczającymi konkretnych zbiorów postrzegań i przestać ich używać, zostały one nazwane „stosunkowo ogólne”, a żeby można było się trochę zastanowić, przypieczętowali swój mózg terminem „transcendentalny”.

Popatrz, z jaką ważnością podchodzi się do „filozofii”, „ezoteryki”! Jeżeli widzisz wybuchową mieszankę niezrozumiałych słów, to zamiast tego, żeby ze zdziwieniem spytać „a gdzie są zrozumiałe definicje tych terminów”, zamykasz książkę z myślą: „tak... gigant... ja tego nie zrozumię...”. W podręczniku fizyki również znajduje się wiele niezrozumiałych słow, ale fizyka jest zbudowana na podstawie logicznych wniosków i analiz z obserwacji, i każdy wykorzystany tam termin jest obowiązkowo wytłumaczony – jeżeli nie w tym podręczniku, to w poprzednim. Wyobraź sobie takie wyrażenie w podręczniku fizyki: „atom – no, to kiedy substancja w takim stanie jak jest staje przed nami w jej wewnętrznym charakterze”. Dziwnie? Jednak w filozofii mgła w rozmyślaniach stała się regułą, została ona wpisana do rangi praw natury.

Jesteśmy zarośnięci pleśnią bezsensownych słów, pokryliśmy się strupami nieskończonej ilości koncepcji, zbudowanych na tych terminach, i to wszystko tłumi przejaw MJR i OśP.

02-02-02) Îczyszczenie od słów-pasożytów jest niezbędne dla osiągnięcia MJR, ponieważ używanie słów nie oznaczających konkretnego zbioru postrzegań jest całkowicie niespójne z MJR. Wyobraź sobie inżyniera, który operuje symbolami, sens których nie jest mu znany. On nigdy niczego nie zbuduje.

Usuwaniu słów-pasożytów może towarzyszyć litość, uczucie utraty, bo przecież ich wyeliminowanie z procesu myślenia prowadzi do niemożliwości podtrzymywania koncepcji, w skład których wchodzą dane słowa. Ponadto, używanie słów z nieokreślonym znaczeniem daje możliwość żonglowania nimi, znajdowania niezliczonych sprzeczności, plątania się w rozmyślaniach, a wszystko to dostarcza wrażeń, których obecnie jesteś pozbawiony. Pracę ze słowami-pasożytami przeanalizuję dokładnie w następnych paragrafach, a teraz przytoczę przykład rozbioru słowa „korzyść”.

Dane pojęcie można rozpatrywać pod względem dwóch aspektów – jako korzyść „w ogóle” i jako korzyść w granicach określonego rozpatrywanego procesu. Ludzie używają tego terminu w obu przypadkach.

Mówiąc o korzyści w ogóle, zakładamy, że pewien proces może być zakończony całkowicie i bez konsekwencji. Jednak po każdym wydarzeniu następują pewne konsekwencje, o których nie możemy nic wiedzieć, dlatego pojęcie „korzyść w ogóle” jest pozbawione sensu. To jest oczywiste, dlatego przytoczę tylko kilka przykładów. 

Na przykład, zarobiłem dużo pieniędzy i sądzę, że to „dobrze”, „korzystnie”, ponieważ mogę je wydać na „korzystne” i przyjemne czyny. Jednak to nie tak. Czy kupię dom czy pojadę w podróż, czy oddam je komuś czy zaniosę do banku, to bezpowrotnie zmieni ścieżkę mojego życia i wywoła następne wydarzenia. Mówiąc o tym, że dostać dużo pieniędzy jest „korzystnie”, zakładamy, że następne wydarzenia będą wyjątkowo przyjemne, pożądane albo przynajmniej przyjemność od nich będzie większa, niż gdybym tych pieniędzy nie dostał. Gdyby tak było, to każde wydarzenie, „korzystne w ogóle”, było by środkiem ku osiągnięciu nieodwracalnego polepszenia życia. Jeżeli pieniądze są „korzystne w ogóle”, wtedy bogaci byli by szczęśliwsi od niebogatych. Nie trzeba być bystrym, żeby zobaczyć, że tak nie jest. Zmiana trybu życia nie zmienia jego jakości – na zmianę jednym zmartwieniom i cierpieniom przychodzą kolejne, bardzo często nawet jeszcze większe. 

Inny przykład – zacząłem biegać, pływać, ciało stało się silne, zdrowie znacznie się poprawiło, nabrałem więcej sił. Każdy powie, że to są „korzystne” zmiany, a jednak tak nie jest. Gdyby tak było, to ludzie, mający dobre zdrowie byli by bardziej szczęśliwi, niż osoby, które są bardziej podatne na choroby. Jest oczywiste, że tak nie jest. Zacząłem biegać po lesie i złamałem nogę. Zrobiłem się bardziej aktywny, otworzyłem swój biznes i zbankrutowałem. Moje zdrowie się poprawiło, pojechałem w podróż do Indii i zachorowałem na tyfus. Poszedłem biegać po lesie, za to nie poszedłem do kina, nie spotkałem się z dziewczyną, z którą było mi tak dobrze... i tak dalej. Nigdy nie wiemy jakie będą konsekwencje tych czy innych okoliczności. Znalazłem pieniądze – „korzyść”. Otworzyłem biznes i zbankrutowałem  - „szkoda”. Z rozpaczy poszedłem do lasu się powiesić i spotkałem ukochaną dziewczynę – „a jednak dobrze się stało”. A naukowiec ze mnie kiepski, wygonili mnie z uczelni – „źle”. Machnąłem ręką na karierę naukowca i odkryłem, że sprawia mi przyjemność coś innego – „dobrze”, i tak dalej – krąg wydarzeń nie ma końca, i nie ma ani jednego takiego wydarzenia, o którym z góry było by wiadomo, że przyniesie szczęście, ponieważ szczęście nie polega na tym, jak wszystko dookoła jest skonstruowane; szczęście polega na przeżywaniu postrzegań, które Ci się podobają.

Żadna „korzyść” nie istnieje również wtedy, kiedy próbujemy określić ją w określonych granicach.

          Rozważymy „korzyść dla zdrowia”. Jeżeli jesteś chory, to zacząć brać tabletki według recepty lekarza uważa się za „korzystne”. Ja sam wezmę tabletkę, jeżeli zachoruję, ponieważ uważam, że to zwiększy możliwość mojego wyzdrowienia. Jednak błędne jest uważanie tego „korzystnym dla zdrowia”, ponieważ to oznacza myśleć, że posiadasz absolutnie pełną i absolutnie prawdziwą informację o tym, jakie działanie mają dane tabletki właśnie na Ciebie właśnie w danej sytuacji, czy nie ma niepożądanych skutków ubocznych. A takiej informacji nie ma i nigdy nie będzie. Paracetamol był uważany przez wiele lat za efektywny środek przeciwko przeziębieniom, i tylko niedawno wyjaśniło się, że ma on dosyć niegatywne działanie na wątrobę. Wyrostek i migałki przez długi czas były uważane za niepotrzebne części ciała, tak więc wycinano je dzieciom za wczasu. Później się wyjaśniło, że i jedno i drugie odgrywa znaczącą rolę w systemie odpornościowym. Żadne lekarstwo nie może być zbadane do końca. Gigantyczna korporacja farmaceutyczna może przez lata produkować środek leczniczy, rozprowadzając go po całym świecie, po czym okaże się, że przyczynia się on do rozwoju raka – takich przypadków jest wiele. To nic nie zmienia, że bierzesz aspirynę podczas gorączki, a chloromycetynę podczas biegunki: sam zrobiłeś ten wybór i dostajesz rezultat, który Cię satysfakcjonuje, ale czy to jest „korzystne” czy nie – nie wiadomo, ponieważ słowo „korzyść” oznacza pewną „błogość”, a co dla Ciała w danym przypadku jest „błogością”, i jak zmierzyć tę „błogość” – niewiadomo. Ciało, które faszerują lekami traci możliwość samodzielnie się sprzeciwiać i żąda tabletek więcej i częściej, i kiedy masz wysoką temperaturę, to trzeba decydować – czy obniżać ją przy pomocy antybiotyków (które obniżą odporność, zatrują żołądek, uderzą w wątrobę), czy wybrnąć z tego samemu (i ponieść ryzyko pogorszenia się stanu, chorować dłużej). Zwykły człowiek podejmuje decyzję w zależności od tego, co koncepcyjnie uważa za „korzystne”. Człowiek, który pozbył się koncepcji o „korzyści” przyjmie do wiadomości dostępną mu informację, po czym postąpi zgodnie z radosnym pragnieniem. W rezultacie takiej polityki okazuje się, że to, co nazywamy „ciałem fizycznym”, to nie bezbronne i tępe brewno, o które należy się troszczyć tak jak zwariowana mamuśka troszczy się o dziecko, krytykując każde jego działanie. Podążając za radosnymi pragnieniami odkrywasz nowy świat wyjątkowo przyjemnych odczuć, rezonujących z OśP.

Przeanalizujemy „korzyść dla biznesu”. Chyba każdy „rozumie”, że dla biznesu „korzystnie” jest posiadać dochód. A według statystyk 80% firm bankrutuje właśnie w związku z rozrośnięciem się firmy, ponieważ staje się ona zakładnikiem swojego wzrostu: niewielka firma zajmowała swoją komórkę, a dla dużej firmy można nie znaleźć swojej komórki; prezesi, którzy znają się na niewielkich skalach, mogą nie znać się na innych skalach; niezbędna jest zmiana struktury biznesu, należy zatrudnić więcej ludzi i ich szkolić, poszerzyć dział księgowości, przejść na nowy schemat płacenia podatków, wynająć nowe pomieszczenie, konkurować z nowymi – bardziej mocnymi konkurentami, pojawi się problem kierowania, biurokracji i tak dalej, i tak dalej... i to, czego się spodziewano, i to, o czym nawet nie podejrzewano, a powrotnej drogi już nie ma. A ponadto właściciele mogą po prostu spocząć na laurach, w związku  z czym firma szybko się rozpadnie. 

Nie ma „korzyści dla biznesu”, ponieważ mówiąc o „korzyści dla biznesu” zakładamy, że po tym jak doszło do „korzyści”, to ten „biznes” zawsze będzie w „lepszym” stanie, co jest negowane poprzez doświadczenie. Każde działanie, które uważamy za „korzystne” pociągnie za sobą mnóstwo najróżniejszych konsekwencji, i mówiąc o jego „korzyści”, twierdzimy w ten sposób, że wszystkie następne wydarzenia również będą „korzystne”. To znaczy, jeżeli moja firma zarobiła niewiele pieniędzy, to zgodnie z tą logiką, doprowadzi to do nieodwracalnego wzrostu firmy niezależnie od niczego. A jak można nazwać coś „korzystnym”, jeżeli doprowadza ono w rezultacie do bóg wie czego?

Przeanalizujemy teraz wygodę w granicach konkretnego okresu czasu. Można powiedzieć, że nie wiem, jak potoczą się sprawy w przyszłości, ale wiem, że w danym momencie dla firmy „korzystnie” jest zarobić więcej pieniędzy, dlatego nie będę rozmyślać o wyższej materii, a zrobię to co już w tej chwili przyniesie mojej firmie zysk – wzrośnie konto w banku, możliwość podjęcia kredytu, podniesie się ranking, umocni się zaufanie konsumentów  do firmowej marki, obligacje staną się droższe, a to wszystko właśnie stanowi kryterium tego, że dane działanie było „korzystnym”. Dokonując najpierw jedno „korzystne-teraz” działanie, a potem kolejne „teraz-korzystne” działanie doprowadzę firmę do rozwoju i rozkwitu. Właśnie tak się postępuje – określa się kryteria „korzyści” i wykonuje się działania, zapominając przy tym, że te kryteria stanowią jedynie narzędzia, pozwalające określić związek danego działania z  ogólno przyjętą koncepcją o „korzyści”. Jednak te koncepcje nie są czymś wiecznie prawdziwym, znajdują się one w ciągłym ruchu. Jeden model gospodarczej efektywności zmienia się na kolejny, tak więc i tutaj nie ma żadnej „korzyści” – istnieją jedynie dokonane działania, skierowane na osiągnięcie postawionych celów.

Pozycja człowieka, wolnego od koncepcji o „korzyści” wygląda następująco: chcę osiągnąć taki cel, przyjmuję do wiadomości taką informację, chcę wykonać takie działanie. Taka pozycja gwarantuje całkowitą elastyczność, jasność w swoich radosnych pragnieniach i możliwość podążania za nimi, wolność od mechanicznych, nieradosnych działań.

02-02-03) Używamy słów, sens których jest na tyle płynny, że w rezultacie jedynie czasami pojawia się wzajemne zrozumienie oraz zrozumienie samego siebie. Nie chcę próbować nadawać słowom całkowicie konkretnych znaczeń, ponieważ to a) praktycznie nie jest możliwe w związku z umownością wszelkich granic, b) nie jest niezbędne dla moich celów. Chcę jedynie uściślać znaczenia słów na tyle, na ile pozwala to realizować moje pragnienia, takie jak pragnienie jasności, pragnienie wymiany doświadczeń z innymi praktykującymi i tak dalej. W miarę tego, jak „ptasi” język zwalnia miejsce dla języka, który bardziej konkretnie odzwierciedla postrzegania, pojawia się pragnienie kontynuacji oczyszczania języka. 

 

Metoda tworzenia znaczeń terminów:

1)          Tworzę definicję terminu.

2)          Tworzę 10-20 wyrażeń, w których wcześniej używałem tego terminu.

3)          Podstawiam na miejsce terminu swoją definicję i patrzę – czy sens wyrażenia, który chciałem mu nadać, staje się bardziej wyraźny?

4)          Jeżeli w większości przypadków sens wyrażenia staje się bardziej wyraźny, to uważam, że użycie terminu w danym znaczeniu ma sens. W pozostałej mniejszości wyrażeń, sens których stał się mniej wyraźny, będę używać innych terminów.

 

Przykłady patrz dalej. Może pojawić się pytanie – jak określam, na przykład, słowo „argument”, używając nieokreślone jeszcze słowa typu „rezultat”, „obserwacja”? Wychodzi na to, że określam poprzez nieokreślone? Nie zajmuję się matematyką ani fizyką, zajmuję się praktyczną dziedziną – inżynierią postrzegań. Nie mam chęci obronić pracę doktorską, dostać nagrodę, stać się „naukowcem”, dlatego nie interesuje mnie osiągnięcie abstrakcyjnych celów, rozwiązywanie abstrakcyjnych problemów, budowanie pięknych teorii i systemów twierdzeń. Mnie interesuje bardzo konkretne zadanie – dostanie coraz większego zadowolenia, w tym również zadowolenia od jasności, i dostaję większe zadowolenie wtedy, kiedy zaczynam używać słowa, które w rezultacie moich badań dostało bardziej konkretne znaczenie. Podkreślam, - nie „wyczerpujące”, nie „całkowite”, a „bardziej konkretne”. Ludzie, którzy podobno szukają „całkowitej jasności” i ignorują konkretne kroki na drodze ku osiągnięciu coraz większej pośredniej jasności, w rezultacie pozostają beznadziejnie tępi, tak samo jak ludzie, którzy nie chcą usuwać NE, a „szukają” „całkowitego oświecenia”, i w rezultacie pozostają nienawidzącą bańką gnijącej biologicznej masy.

 

 Kiedy zdefiniowałem termin i zacząłem go używać, odkryłem, że:

a)              pojawia się znacząco duża jasność, wyrazistość w wyrażeniach, wzmacnia się stopień wzajemnego zrozumienia między mną a moim rozmówcą, nie trzeba ciągle się czegoś upewniać ani wracać do czegoś i tak dalej.

b)             łatwiej jest opisywać postrzegania, budować niesprzeczne modele, odkrywać (!) i opisywać wzajemne związki.

c)             łatwiej udaje się analiza i synteza, to znaczy proces samowolnego rozdzielenia zjawiska na zbiór elementów, oraz proces wyjawienia wzajemnych związków między nimi (co wyjawia pozytywny wpływ jasności rozsądku na ewolucję rozróżniającej świadomości).

d)             jestem bardziej zadowolony dzięki procesowi myślenia, pojawia się bardziej wyraźny rezonans MJR i przeróżnych OśP.

e)              jestem bardziej zadowolony dzięki takim konsekwencjom nadchodzącej jasności, jak zdolność bardziej wyraźnego planowania i realizacji radosnych pragnień, co prowadzi do ich pojawiania się, nasilania się i ewolucji.

f)               praca związana z oczyszczeniem języka leży u podstaw praktyki „wzmacniania” – patrz rozdział „Strategia efektywnej praktyki”.

 

 

        Gdybym wziął pod uwagę argument „akademicki” i zacząłbym najpierw określać słowa „ja”, „rezultat”, „podoba się”, „zadowolenie”, to w rezultacie nie mógłbym podać bardziej dokładnej definicji słowa, którego teraz używam, jednak w końcu MIMO WSZYSTKO wciąż używałbym tego słowa z jego poprzednim, nieprecyzyjnym znaczeniem, ponieważ moje pragnienia, w tym radosne (na przykład, pragnienie rozmawiać), dla realizacji których trzeba by było ich używać, nigdzie by nie zniknęły. Dlatego przemieszczam się od mniejszej jasności do większej, od mniejszego zadowolenia do większego. W rezultacie tego, że podaję bardziej dokładną definicję używanego słowa, dostaję pożądany rezultat niezależnie od tego, że określenie z kolei składa się z nieprecyzyjnie określonych słów. Jeżeli w przyszłości pojawi się pragnienie zdefiniować słowo „rezultat”, powrócę do definicji słowa „argument” i albo ją poprawię albo zacznę ją rozumieć z jeszcze większą jasnością. Nawet słowa „krzesło” nie możemy dokładnie zdefiniować, ponieważ nie istnieje żadna wyraźna granica między krzesłem i innym dowolnym przedmiotem – są krzesła w formie puf, na przykład, i można zbudować „krzesło” bardzo mocno różniące się od płaszczyzny na czterech nogach, tak że obcemu człowiekowi nawet do głowy nie przyjdzie nazwać to „krzesłem”. Niemniej jednak, kiedy wymawiamy słowo „krzesło”, mając na myśli poziomą deseczkę na nogach, o wiele wyraźniej zdajemy sobie sprawę z tego, o czym jest mowa, niż wtedy, kiedy mówimy o „bożej działalności”. Słowo „odzież” jest o wiele bardziej zrozumiałe, niż było zrozumiałe słowo „korzystny”, kiedy było ono używane wszędzie gdzie się da, a nie tylko dla oznaczenia nieprzyjemnych fizycznych odczuć. Dlatego podając poniższą definicję słowa „korzystny”, sprowadziłem poziom niejasności słowa „korzystny” do poziomu niejasności słowa „odzież”, co mnie obecnie całkowicie satysfakcjonuje, ponieważ nie przeszkadza mi to w realizacji moich radosnych pragnień.

Podczas procesu oczyszczania języka pojawiają się, rzecz jasna, przeszkody, na przykład:

a)             początkowe zamroczenie – istnieje pragnienie „obejść” ten problem, odłożyć go na potem, ponieważ bardzo się nie chce zaczynać śledzić mowę, wysilać się i wypełzać z tępoty, chce się płynąć wzdłuż znajomego strumienia używanego słownictwa, nie chce się wzmacniać swojej uwagi, przecież trzeba będzie ciągle łapać się za język.

b)            Sceptyczne myśli, typu:

*) „to jest niekończąca się praca” (ta myśl osłabia się w miarę tego, jak zaczyna się praca i każdemu słowu nadaje się bardziej dokładne znaczenie; zaczynasz używać słów z nowym znaczeniem, i staje się jasne, że niezależnie od tego, kiedy praca będzie zakończona, już teraz dostaję pożądane rezultaty – zaczynam czuć więcej zadowolenia od tego procesu i to wszystko, co zostało wymienione wcześniej).

*) „osiągnąć jasność nie jest możliwe – i tak wszystko pozostanie niejasne” (ta myśl również osłabia się w miarę zajmowania się praktyką).

*) „i tak pozostali ludzie nie będą mnie rozumieć, przecież oni nie mają zamiaru używać Twoich określeń” (ta myśl jest pozbawiona podstaw, ponieważ metoda wyboru określeń zakłada, że ludzie, z którymi rozmawiasz, będą Cię wciąż rozumieć zgodnie z istniejącym u nich poziomem jasności w stosunku do tego terminu, i zupełnie nie gorzej, niż wcześniej, a jeżeli im wytłumaczysz, co masz na myśli, to będą oni mogli rozumieć Cię lepiej).

 

02-02-04) Niektóre słowa mają 100% pasożytnicze właściwości, to znaczy wyrażają moralne kategorie pozbawione jakiegokolwiek konkretnego znaczenia. Takie słowa chcę całkowicie wyeliminować ze swojej mowy – na przykład słowa „źle” i „dobrze”. Używając tych słów ludzie nigdy nie mają na myśli nic konkretnego, a wyrażają jedynie swój pozytywny lub negatywny stosunek. Postąpiłeś źle” – i co to może oznaczać? Że chciało mi się inaczej? Że utraciłem to, co chciałem mieć? Że odczuwam teraz ból fizyczny? Że zacząłem przeżywać te czy inne NE? To może oznaczać cokolwieknikt się nad tym nawet nie zastanawia.

Inne słowa, chociaż i mają nieprecyzyjne znaczenie, i często są używane bezmyślnie, jednak czasami ludzie rozumieją przez nie coś konkretnego, chociaż za każdym razem coś innego – niektórym takim słowom można nadać konkretny sens, jeżeli ograniczyć ich użycie jakąś dziedziną – na przykład patrz definicję słowa „korzystny” – określiłem obszar użycia tego słowa sferą pojawienia się nieprzyjemnych [fizycznych] odczuć, a we wszystkich innych sferach poszukam innych terminów, i w rezultacie osiągnę upragioną wolność od bałaganu.

Oczywiście chcę wyeliminować ze swojej mowy klasyczne słowa-pasożyty („s-pasożyty”), komunikacyjne pasożyty („k-pasożyty”) oraz żargonizmy, obsługujące NE.

Pod s-pasożytami rozumiem cały zbiór „narzucających się” wstawek: „no”, „jak by”, „to znaczy”, „ten tego”, „typu”, „jak mu tam”, „znaczy”, „jakiś”, „w zasadzie”, „po prostu”, „jakoś”, „w sumie”, łącznie z żargonizmami naukowego typu: „w rzeczy samej”, „w ogóle”, „chciałoby się powiedzieć, że...”, „tak, ale...”, „jakoś tak”, „założymy, że” i tak dalej.

Pod k-pasożytami rozumiem zbiór fonetycznych „narzucających się” wstawek, nie będących słowami. Zazwyczaj osobie używającej tego typu pasożytów ciężko jest się ich pozbyć, a jeszcze trudniej zauważyć. Wiele członków stowarzyszenia „Mord” nawet po roku intensywnej praktyki mogą ze zdziwieniem zauważyć, że bez względu na wszystkie postępy w rozwoju ich uwagi, nawet się nie domyślali oni o tym, że ciągle używają komunikacyjnych pasożytów. Oto przykłady:

*) lekkie podwojenie początkowej samogłoski pierwszego słowa w wyrażeniu „ooto co powiem...”

*) mocniejsze, niż zwykle, przymknięcie oczu powiekami na początku wypowiadanego wyrażenia

*) szersze, niż zazwyczaj, otwarcie (wytrzeszcz) oczu

*) zaciąganie ostatniej samogłoski między częściami wyrażenia: „myślę, żeee... dziś ja...”

*) różne „e...”, „hmm..” między wyrażeniami

*) prawdziwie nieskończona lista różnorodnych narzucających się ruchów w trakcie mówienia – różnorodne zniekształcenia mimiki, czesanie się, rozciąganie się, jednym słowem przeróżne ruchy najróżniejszymi częściami ciała i wiele innych

Żargonizmy – to słowa, zamieniające zwykłe słowa i towarzyszące wyrażeniu tej lub innej NE, która w końcu na tyle „zrasta się” ze słowem, że przestaje być zauważalna. Na przykład, zamiast słowa „imię” można powiedzieć „ksywa”, dziewczyna – „laska”, jeść – „żreć” i tak dalej. Do tej właśnie grupy zaliczają się również wszelkie „super”, „wow” i temu podobne.

Negatywne konsekwencje użycia pasożytów nie ograniczają się do pojawienia się głupoty i niezdolności rozróżniać postrzegania (jeden amator żargonizmów napisał o swoim problemie w następujący sposób: „otępiałem po próbie wprowadzenia codziennego odnotowywania, zrozumiałem, że po prostu nie znam się na postrzeganiach i nie wiem, co należy odnotowywać. Wszystko zlewa się w jeden gwałtowny strumień, w gęste błoto”). Problem polega również na tym, że KAŻDY pasożyt jest nieodwracalnie związany z wybuchem NE, który on powinien obsługiwać i podtrzymywać. To właśnie NE stały się przyczyną tego, że człowiek zaczął używać pasożytów, dlatego bezbłędne usunięcie pasożytów doprowadzi do poważnego ciosu dla nieprzerwanego ciągu „drobnych” wybuchów NE, odpowiedzialnych za gęste, nieprzerwane, wszystko zatruwające i często niezauważalne w związku ze swoją codzienną obecnością Negatywne Tło.

Usunięcie pasożytów prowadzi do wyrazistego efektu w osiągnięciu większej jasności.

Listę terminów patrz w rozdziale „Terminy”.

 

Oto przykłady słów, miejsce których jest w koszu na śmieci:

„Korzyść”. Nie ma żadnego sposobu na to, aby dowiedzieć się jakie będą w przyszłości konsekwencje działania, które nazywa się korzystnym, i jakieś skutki mogą być przez Ciebie rozpoznawane jako niepożądane. Czasami słowo „korzystny” używa się w znaczeniu „pozytywny” albo „dogodny”, i ja decyduje się na używanie właśnie tych terminów w podobnych przypadkach, chociażby dlatego, że nie są one kojarzone tak ściśle z moralnymi kategoriami, to znaczy ze słowami, które wyrażają pewną całkowitą „dobroć” albo „zło”. Pochodne również lądują w koszu: „korzystny”, „bezużyteczny”” (chociaż słowo „bezużyteczny” najczęściej oznacza nie „całkowicie zły”, a właśnie niedogodny, ale mimo wszystko odmawiam używania tego słowa, żeby bez potrzeby nie tworzyć duplikatów, i żeby nie reanimować nawet cienia tej wrośniętej zarazy – słowa „korzyść”).    

 

„Pomoc”. To słowo również jest używane w całkowitym znaczeniu „dobroci”, i kiedy człowiek „pomaga”, myśli on, że dokonuje niewątpliwie „dobrego” czynu. Jeżeli chcę wykopać rów, a ktoś przychodzi i „pomaga”, to oznacza to, że on postawił przed sobą cel wykopać rów jedynie dlatego, ponieważ ja go kopię. Przy tym nie interesuje go moje zdanie na ten temat – może chciałbym kopać rów sam, a może wręcz przeciwnie – ciężko mi to przychodzi i w trakcie kopania zastanowię się – czy rzeczywiście chcę kopać rów, czy po prostu zmuszam się do tego w imię jakiejś koncepcji i tak dalej. Ponadto, „pomoc” często apeluje do pewnej abstrakcyjnej „korzyści”.

Na przykład, człowiek może chcieć napić się wódki, a Ty wyrzucasz jego butelkę, to znaczy postępujesz wbrew jego pragnieniom, ale również nazywasz to „pomocą”. Wojska radzieckie w 1939 roku razem z niemieckimi faszystami podzielili na dwie części Polskę, rozpętały wojnę z Finlandią, po wojnie weszły na Węgry, Czechosłowakię, okupowały kraje bałtyckie – i to wszystko również nazywano „pomocą”. Donosiciele „pomogali” radzieckim władzom sadzać w obozy myślących inaczej, komuniści radzieccy „pomogali” „bratnim narodom”, podtrzymując reżim dyktatorski w Jugosławii, na Kubie, a Chińczycy do tej pory „pomagają” ludowi Tybetu uwolnić się od trucizny buddyzmu – krew półtora miliona zabitych tybetańskich mnichów jeszcze ich nie zadowoliła. Słowo „pomoc” ludzie stosują również dlatego, ponieważ słowo to nie posiada wyraźnego znaczenia, i każde działanie możemy nazwać „pomocą”, próbując wywołać pozytywny stosunek do siebie, ponieważ istnieje koncepcja mówiąca o tym, że „pomagać to dobra rzecz”.

Proponuję używać słowa „współudział”. Czym jest „współudział” – wiadomo. Człowiek coś robi, oznajmia o tym, że to robi i chce to robić i chce osiągnąć rezultat, i Ty ze swojej strony robisz tak, żeby on mógł osiągnąć ten rezultat. Tutaj wszystko jest wystarczająco jasne.

„Trzeba”. Zaraza najwyższej kategorii! Synonimy również lądują w koszu: „powinien”, „należy”[zrobić cokolwiek], „warto”.

„Współdziałanie”. Pod tym słowem zazwyczaj rozumie się dosyć rozmazany zbiór możliwych i niemożliwych sposobów wymiany informacji – na tyle rozmazany, że nie możliwe jest korzystanie z niego. Usunięcie tego słowa nie doprowadzi do problemów rozjaśnienia, ponieważ każdy z możliwych sposobów wymiany informacji posiada własne oznaczenie, przy odrobinie chęci można je łatwo pogrupować w kategorie, nazwać te kategorie odpowiednio i korzystać z nich. Synonimy również idą do kosza: „komunikowanie się” („komunikowaliśmy się ze sobą” – i jak to rozumieć? Porozmawiali? Wymienili się powiedzieniem „dzień dobry-do widzenia”? Pokochali się? Wymienili się rezultatami badań koncepcji? Wymienili się spojrzeniem spode łba?...). Pochodne – „obcować”. 

„Zły”. Antonim również ląduje w koszu: „dobry”. „Stosowny” – również.

„Funkcyjny”. Brzmi bardzo naukowo, stanowi synonim słowa „dogodny”.

„Przyjaciel”, „przyjaźń”, „bliski [człowiek]”, „bliskość”. Słowa całkowicie pozbawione konkretnego znaczenia. Niby oznaczają pewien dosyć rozmazany stopień lojalności ludzi w stosunku do siebie nawzajem, ale najczęściej wyrażają zwykłe przyzwyczajenie do siebie nawzajem, któremu towarzyszą nie lojalność i sypmatia, a bardzo często nawet wrogość i nienawiść.

Neutralny. Synonim słowaobojętny”.   

„Wrażenia”. To słowo zastępuje termin „pozytywne emocje”, dlatego jego miejsce jest w koszu na śmieci. Kiedy człowiek mówi, że dostaje wrażenia od NE, od cierpień, oznacza to, że przeżywa on NE na zmianę z PE. Na przykład, może on cierpieć z zazdrości i wyobrażać sobie jak potem jego dziewczyna będzie żałować, kiedy zrozumie, kogo ona zostawiła dla tego idioty, to znaczy będzie odczuwał złośliwość, żądzę zemsty. Jeżeli człowiek mówi, że dostaje wrażenia od szachów, to oznacza to, że on przeżywa, na przykład, samozadowolenie i tak dalej.

„Przyjemność” – to termin, oznaczający bardzo szerokie spektrum postrzegań od PE do seksualnej rozkoszy, dlatego również go wyrzucamy w przypadkach użycia poza konkretnym kontekstem. To samo robimy ze słowem „podobać się”.

„Ważne”. Wyraża pewne całkowite znaczenie, tak samo jak słowo „korzyść”. Również na śmietnik.

 Rozsądnie”. Zgodnie z konwenasami? Zgodnie z obecnymi przypuszczeniami i wiedzą – po to jest słowo „właściwie”. Zgodnie z koncepcjami rozmówcy – najczęściej. Na śmietnik. To samo ze słowem „Uzasadniony”.

Przyjemny”. To słowo również wyraża bardzo rozmazane spektrum znaczeń – cielesna rozkosz nie związana z seksem, związana z seksualną rozkoszą, PE, OśP – cokolwiek, do przeżywania czego człowiek ma pozytywny stosunek w danym momencie. „Nieprzyjemny” – również na śmietnik.

Sens” – na śmietnik. Jeżeli mowa o znaczeniu słowa albo zdania, to wtedy można mówić „czym jest, co oznacza”. „Bezsensowny” – również ląduje w koszu na śmieci.

 

Osobną pozycję stanowi usuwanie wyrażeń absurdalnych z punktu widzenia praktyki, to znaczy takich, które umacniają błędną interpretację. Kiedy członek stowarzyszenia „Mord” kontynuuje używanie takich zwrótów w swojej mowie, on sam siebie w ten sposób ciągnie za ogon z powrotem w błoto. Do takich wyrażeń zaliczają się:

„Wywołuje NE”. Typowe wyrażenie: „jego bezczelność wywołała we mnie irytację”. Wariant zamiany: „on był bezczelny, i ja przeżyłem irytację”. Albo jeszcze bardziej dokładny: „on był bezczelny, i ja chciałem przeżyć i przeżyłem irytację”.

„NT trzyma się”. Typowe wyrażenie: „NT trzymało się długo”. W rezultacie wychodzi na to, że to nie ja podtrzymuję NT, a „ono samo” trzyma się bez mojego udziału, a ja jestem ofiarą. Wariant zamiany: „długo przeżywałem NT”, albo bardziej precyzyjnie: „długo chciałem przeżywać i przeżywałem NT”.

„Nie wyszło” [usunąć NE i inne]. Jeżeli nie udało się Tobie usunąć NE, to w rzeczywistości oznacza to tylko tyle, że sam nie zechciałeś tego wystarczająco mocno, i pragnienie przeżywać NE było większe od pragnienia, żeby ją usunąć. Wariant: „pragnienie doświadczać NE było większe od pragnienia, żeby ją usunąć”. 

02-02-05) Uważam, że warto jest wyszczególnić cztery etapy osiągnięcia Jasności OśP (dalej – po prostu „Jasności” – będę pisać to słowo wielką literą, żeby odróżnić je od jasności rozsądku).

1) Zapamiętywanie

2) Trening w rozmyślaniu

3) Formalne praktyki

4) Integracja w zachowanie

 

1) Zapamiętywanie polega na tym, że praktykujący zapoznaje się z informacją i zapamiętuje ją – na przykład, zapamiętuje, że można wyróżnić cztery etapy osiągnięcia Jasności, jakie to są etapy, jakie istnieją formalne praktyki, co nazywa się integracją w zachowanie i tak dalej.

2) Można przeczytać słowa o tym, że nie ma postrzegania „ja”, można się z nimi zgodzić... kontynuować życie tak jak i przedtem. Przytłaczająca większość ludzi właśnie tak i robi – czyta, zgadza się albo się nie zgadza i żyje dalej, nie zdając sobie sprawy z tego, że nic w ich życiu się nie zmieniło. Trening w rozmyślaniu pomaga wszechstronnie przeanalizować dany problem. Szczególnie efektywne jest przeprowadzanie treningu razem z doświadczonym praktykującym, zmieniając strony – jeden broni koncepcji „ja – istnieję”, drugi ją obala. Udział doświadczonego praktykującego pozwala na szybką realizację tego etapu, ponieważ bardzo często rozpatrywana koncepcja na tyle głęboko wrasta w człowieka, że jemu nawet do głowy nie przyjdzie popatrzeć na dany problem z jakiejś niespodziewanej strony.

3) Formalne praktyki wzmacniają powstałą jasność rozsądku. Wśród takich praktyk są:

a) wielokrotne, wielogodzinowe powtarzanie na głos wyrażenia, które wyraża osiągniętą jasność.

b) czytanie wiele razy toku rozmyślań, doprowadzenie go do dającej się przeczytać dosyć łatwo, dobrze skonstruowanej formy.

c) w przypadku koncepcji „ja” to może byc praktyka przeglądania postrzegań jednego za drugim i odnotowywanie: „to jest myśl, to nie jakieś tam „ja”” i tak dalej.

d) praktyka zatrzymania głośnego wewnętrznego dialogu wzmacnia efekt – na przykład, ustala się za zadanie zatrzymywać w ciągu 5 sekund każdą głośną myśl w przeciągu godziny – 2-3 sekundy daje się po to, aby zdać sobie sprawę z tego, że istnieje głośna myśl, i jeszcze 2 sekundy po to, aby ją zatrzymać.

4) Można osiągnąć przejściową jasność rozsądku, ale kontynuować życie tak, jak by jej nie było, jak by poprzednia koncepcja była jedyną prawdziwą. Po to, aby osiągnięta jasność przeniknęła głęboko do zachowania, zaleca się realizowanie specjalnych praktyk. Na przykład, jeżeli została osiągnięta jasność rozsądku w tym, że nie ma takiego zbioru postrzegań, który nazywamy „przeszłość” i „przyszłość”, to można stosować praktykę zamiany pewności w „przeszłości”. Kiedy siedzę na brzegu jeziora na trawie, nie ma konieczności podtrzymywania pewności w tym, jak mam na imię, w jakim mieście się znajduję, można usuwać myśli ze słowami „było” i „będzie”, można zajmować się cykliczną zamianą pewności – „znajduję się w Irkutsku” – „znajduję się w Himalajach” z odnotowywaniem intensywności pewności w obu przypadkach. Kiedy w rezultacie ćwiczeń związanych z cykliczną zmianą pewności odkryjesz, że pewność myśli „jestem w Irkutsku” i pewność myśli „jestem w Himalajach” stały się jednakowe, zauważysz też, że również pozostałe mechaniczne pewności (istnienia „ja”, „przeszłości” i tak dalej) znacznie osłabną, i będziesz mógł nimi kierować jeśli zechcesz. W pracy podtrzymujesz pewność tego, jakie czekają na Ciebie sprawy w przyszłości, jakie masz uzgodnienia w przeszłości, ponieważ pozwala to osiągnąć pożądany rezultat. Na łące przy jeziorze podtrzymujesz inną pewność, co pozwala na osiągnięcie wyraźnych OśP, wolności od koncepcji o „przeszłości”, bazujących na niej koncepcji o „ciągłości”, „stopniowaniu zmian” i tak dalej.

W wyniku tej czterostopniowej praktyki pojawiają się przebłyski Jasności.